Szkoła podstawowa w Gdańsku, do której uczęszcza syn Doroty Malickiej, przeszła na Librus trzy lata temu. Dorota porównuje ten okres z wcześniejszym modelem, kiedy jedynym źródłem informacji był papierowy dzienniczek ucznia.
Librus wysyła powiadomienia push na telefon o każdej ocenie, nieobecności i wiadomości od nauczyciela. Dorota mówi, że pierwsze tygodnie były dezorientujące, bo liczba powiadomień była duża i nie wszystkie wymagały reakcji.
Co rodzice zyskali, a czego nie przewidzieli
Dostęp do frekwencji w czasie rzeczywistym pozwolił Dorocie zauważyć, że syn był trzy razy oznaczony jako nieobecny na lekcji, na której według niego był obecny. Wyjaśnienie tej rozbieżności wymagało kontaktu z wychowawcą.
Wiadomości od nauczycieli przychodzą przez wewnętrzny komunikator platformy, nie przez e-mail. Rodzice, którzy nie logowali się regularnie, przegapiali korespondencję, bo powiadomienia push można wyłączyć przy instalacji aplikacji.
Gdzie cyfryzacja nie zastąpiła bezpośredniego kontaktu
Dorota zauważa, że zebrania rodziców nadal odbywają się stacjonarnie i są lepiej uczęszczane niż próby organizowania ich online podczas pandemii. Platforma sprawdza się jako rejestr, ale nie jako przestrzeń do rozmowy o trudniejszych sprawach wychowawczych.
Librus zebrał w jednym miejscu oceny, obecności i komunikację. Jednak to, czy rodzic korzysta z tych danych aktywnie, zależy od jego nawyków, a nie od możliwości samej platformy.