Marta Dąbrowska z Wrocławia zapisywała córkę do pierwszej klasy w marcu ubiegłego roku. Zamiast kolejki w sekretariacie, urząd odesłał ją do platformy Nabór, działającej przez przeglądarkę internetową.
System wymagał założenia konta z adresem e-mail i numerem PESEL dziecka. Pierwsze logowanie zajęło jej około dwudziestu minut, bo formularz odrzucał datę urodzenia wpisaną z myślnikami zamiast kropek.
Co trzeba przygotować przed wypełnieniem wniosku
Platforma prosiła o skan aktu urodzenia, potwierdzenie zameldowania i ewentualne zaświadczenia o rodzeństwie już uczęszczającym do danej szkoły. Marta nie wiedziała o tym wcześniej i musiała przerywać wypełnianie formularza dwukrotnie.
Po złożeniu wniosku system automatycznie przypisał dziecko do listy oczekujących i wysłał e-mail z numerem referencyjnym. Status rekrutacji można było sprawdzać na bieżąco bez kontaktu z sekretariatem.
Wynik i co z niego wynika
Córka Marty dostała się do szkoły pierwszego wyboru. Jednak rodzice, którzy nie mieli dostępu do internetu lub nie rozumieli instrukcji, mogli zgłosić się po pomoc do urzędu gminy, gdzie pracownik wypełniał formularz razem z nimi.
Cyfrowa rekrutacja skróciła czas obsługi dla urzędników, ale przeniosła część obowiązków na rodziców. To zmiana, która nie dla wszystkich jest neutralna.